Smuuuuuutno… Tęskno :(

Noo i u mnie nic ciekawego… Smutno coś. :cry: Tęsknie już coraz bardziej za Nim…
Nie pisałam nic tutaj bo miałam komputer zepsuty :-| Dopiero dzisiaj mam go a i znalazłam chwilę, bo do szkoły nie poszłam, bo znów coś się źle czuje. To wszystko jest takie beznadziejne. Po pierwsze szkoła. Nie mam sił by tam chodzić. Nie chcę! Po tym co one mi zrobiły. Ostatnio już nawet takiej gazetki szkolnej nie pozwoliły mi robić z nimi. Niby nic. Ot co. Jakaś głupia gazetka… Ale przykro mi bardzo, że tak mnie traktują. Nie mam już sił by tutaj być. Najchętniej odeszłabym już na tą drugą stronę. Za dużo tego wszystkiego się już robi… I ten nowy wikary. Po prostu jakiś koszmar. Już nie wiem co mam myśleć. Cały czas jak mnie tylko widzi uśmiecha się. Przechodzi obok mnie, kiedy ja siedzę sama i często pyta Co tam? Ostatnio też… Siedziałam tak sobie sama a on do mnie Co ja tak sama siedzę i czy izoluję się od społeczeństwa. Wtf?? Albo musiałam z nim jechać na taką Mszę. Jakieś 2h drogi ode mnie. Jego samochodem. Na szczęście były tam jeszcze 2 koleżanki ale to tak. One siedziały sobie z tyłu a ja z nim z przodu i cały czas coś do mnie gadał i się wypytywał o różne rzeczy… Albo ciągle pyta czy przyjdę na KSM. Jak mówię że nie to pyta czemu i w ogóle i że mam przyjść. Poszłam ostatnio, ale nudy były to mu powiedziałam że idę bo muszę się uczyć na sprawdzian, a to koło 19 już było. A on do mnie, że jak się nie nauczyłam to że już się nie nauczę i żebym została. No ale coś tam wymyśliłam i poszłam… Kooooooszmar! Albo no, idzie tym korytarzem i ja np. jem śniadanie a on do mnie Smacznego i oczko puszcza i się śmieje. Kolega taki jeden już cały czas do mnie mówi, że ksiądz mnie podrywa i się śmieje. Już mam tego też dość. I czym bardziej staram się go unikać tym bardziej on się nawija gdzieś obok mnie. O. Albo na następny dzień co mu powiedziałam o tym że muszę iść z KSM-u żeby się uczyć na sprawdzian. Jestem sobie w szkole miała już być 2 lekcja, wychodzę po schodach. Patrze. Wchodzi on do szkoły. No sobie myślę… Suuuuper! I zaraz się mnie pyta czy już sprawdzian pisałam. Fuck.! No to mu mówię, że jeszcze nie. A on no to kiedy. To mówię, że na ostatniej lekcji a on to, że będzie trzymał kciuki. Później przed tym spr powtarzałam sobie jeszcze on idzie i pyta z czego ja dokładnie to piszę, i musiałam mu pokazywać… Na następny dzień idzie i pyta jak po sprawdzianie… I czy 5 będzie. :/ Albo też na tym KSM pytał kto chce jechać na takie czuwanie dla młodzieży. Ja się nie zgłaszałam, bo nie wiedziałam czy chcę czy nie. A on mnie liczy i że jadę i już. Beeeznadzieja. A na lekcji religii to lajty mam takie… Nie pyta mnie ani nic takiego. Jeden plus chyba tego wszystkiego. No i co mam z tym zrobić? :(

A u Mojego Kooochanego… Hmmm… Sama znowu nie wiem. Już się tydzień nie odzywa. Nie wiem czemu znowu. Kuurcze. Było dobrze, nawet było blisko tego że nie długo się spotkamy i nie wiem czy Go znowu uraziłam czymś, czy po prostu nie ma czasu. Ale już mi bardzo cięęężko. :( I przez tą całą sytuacje w szkole, za nim tęsknie i w domu też czasem średnio. I znowu na tym moje zdrowie cierpi… Już nie daję rady! Już mi tak bardzo ciężko uśmiechać się i udawać że wszystko jest w porządku kiedy momentami nie mam sił by się podnieść.
Ta sytuacja z X też mnie dobija. Tęsknie tak za Nim. Już 7 tyg Go nie widziałam.  :cry:  Nie wiem co dalej będzie. Kiedy się spotkamy… Znów mam takie chwile, że chciałabym to zakończyć ale… Cholera! Brakuje mi odwagi na to. On zbyt dużo dla mnie znaczy. Mimo tego jak mnie traktuje, że odzywa się kiedy mu się spodoba to nie potrafię… Ciągle czekam z nadzieją, że znowu za chwilę będzie jak dawniej. I tak cały czas. Jest dobrze, super. Cieszę się. Nagle cisza. Nie odzywa się. Czasem jakiś koniec. I później znowu dobrze… I sytuacja się powtarza. Ciężko mi już bardzo tak. A mimo to i tak nadal czekam…

TAK MI DOPOMÓŻ CHRYSTE PANIE BOŻE WSZECHMOGĄCY, BO JUŻ NIE DAJĘ RADY!

****************************

http://www.youtube.com/watch?v=A2mnV88R1Ss

Fajnie to pokazane jest, bo…
Dokładnie tak jest. :cry:

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Coś innego…

Dzisiaj wpis ale też będzie troszkę o czymś innym… Między mną a moim X w miarę ok, nic ciekawego nie działo się ostatnio, więc nie piszę. No może poza tym że ciężko się Go doprosić o to by się odezwał, chociaż nie wiem czemu… :( Ostatnio już się tak zdenerwowałam, bo znów się nie odzywał, to napisałam Mu że skoro ma mnie tak bardzo dość – bo ostatnio Jego sms-y były takie troszkę wymuszane i albo się nie odzywał, albo jak już to żebym dała spokój, że nie ma czasu, żebym Mu nie przeszkadzała albo ostatnio że baterie Mu rozładowałam tym pisaniem… :/ – to że skoro tak przeszkadzam to się idę utopić… No i odpisał cooś tam. I aż się troszkę zdziwiłam bo to już koło 23 było a jak już wcześniej nie odpisywał to już raczej nie spodziewałam się że napisze cokolwiek… No i tak leeeeci… Dzisiaj mija właśnie 11 miesięcy tego wszystkiego. A nawet nie wiem kiedy to tak szybko minęło… Ale to za miesiąc będzie rok i wtedy jakieś podsumowania będą pewnie :) Ale tęsknie już cholernie… :( Ciekawe czy i kiedy się spotkamy. I jeszcze jak wkurza mnie ten nasz nowy ksiądz… Nie wiem czego on ode mnie chce. :/ Raz jak już chyba pisałam podszedł do mnie przed Mszą i coś gadał. Ja często staję motorem blisko plebani więc jak idzie to wystarczy podejść tylko, albo proboszcz do mnie coś zagaduje i śmieje się, a że jestem dosyć często w Kościele to proboszcz mnie zna… Ale ten nowy..?? W szkole caały czas się uśmiecha i gada coś tam do mnie… A dzisiaj to już przegięcie.! Siedziałam sobie pod ścianą i po jednej stronie siedziałam ja sama a po drugiej stronie moje koleżanki. Często sama ostatnio jestem, więc.. :( Ale o tym za chwilę. I on idzie sobie uśmiecha się do mnie, nawet nie odpowiedział na moje Szczęść Boże tylko z pytaniem do mnie „Co tam??” i smile taki że zdębiałam :o Myślę sobie co on do mnie mówi… Co tam? Zdziwiłam się bardzo… No to ja noo że nic. A on coś tam do mnie mówił no to ja wstałam bo nooo mało brakowało a usiadł by koło mnie… Mówił coś ale nawet nie pamiętam co bo w takim szoku byłam… Pamiętam też że zapytał jaką lekcje teraz mam i jakie jeszcze mam dzisiaj, że on chyba ma z nami i w ogóle o której dziś kończę lekcje… Nooo masakra jakaś. I zaczął coś mówić o gazetce, bo mam zrobić. No i czy zrobię i w ogóle. Czy jutro po lekcjach nie mogłabym zostać i o której jutro kończę. I o KSM-ie też zaczął mi coś mówić. Bo miał być we środę po Mszy wieczornej ale nie było i ma być jutro. I zaczął właśnie, że jutro o 18 w Kościele jest i taakie tam co będziemy robić. Chodziło mu chyba o to żebym przyszła. A gdyby chciał o tą gazetkę tylko to podszedł by do tamtych dziewczyn bo tam było ich więcej a nie akurat do mnie gdzie siedziałam sama… Noo szok. Wiem że może jestem już przewrażliwiona na „tym” punkcie i może już za dużo widzę, ale stwierdzam iż przeraża mnie to… No i muszę zostać żeby zrobić tą gazetkę i na ten KSM chyba też muszę… Grrrr… Czarna Mafia.! Jak oni mnie wkurzają… A zwłaszcza to cooooś… Nienawidzę go!! No co to ma być w ogóle…?!
A jak by się Mój X o tym dowiedział, że ja z nim tak rozmawiam i w ogóle… Oj koniec byłby na 100%… Naprawdę. Jak ostatnio… Kuuuuurde.! -.-

Noo ale nie o tym miało być… Powiedzcie mi taką rzecz…
Czy w dzisiejszym świecie można jeszcze ufać ludziom? Czy przyjaźń w ogóle istnieje?? Zawiodłam się i to bardzo… Przyjaciółka wybrała innych? Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak jest że woli kogoś innego… Teraz już nie mam nikogo z kim mogę pogadać i wiem że już raczej nikomu nie zaufam. Ona wiedziała o X i w ogóle. Wiele razy tak było, że szła do innych ale jakoś to wybaczałam bo walczyłam i starałam się o nią. Ale teraz powiedziałam sobie NIE. Skoro jej zależy tak jak mi to mówi to ja starała się nie będę. Zobaczymy czy ona będzie. I co?? I oczywiście pokazała jak jej zależy… Poszła do tamtych. I ona uważa jeszcze, że nic złego nie zrobiła, że to moja wina jest! Powiedzcie mi, dlaczego tak jest? I teraz widzę, że nagadała już dziewczyną z którymi też byłyśmy koleżankami jakieś pierdoły na mnie pewnie i pewnie że to wszystko ja i moja wina i widzę jak mnie unikają… Przez to właśnie sama sobie siedzę często pod ścianą… Oczywiście nie wszystkim, są jeszcze inne ale z nimi to tylko takie koleżanki z klasy bo one palą, piją ogólnie złe towarzystwo i z nimi ja nie chcę się tak zbytnio zadawać bo wiecie jak to jest… Wciągną mnie w to wszytko i tyle będzie a ja tak nie chcę… No i co ja mam teraz zrobić? Dlaczego ona tak zrobiła? :( Co ja jej zrobiłam…? Dlaczego teraz jest tyle fałszu i zła na tym świecie?? Po prostu już nie mam sił. :cry: Szczerze to naprawdę najchętniej bym się utopiła… Eeeeh… Panie Boże, pomóż!! :(

P.S. Przepraszam za wszystkie moje błędy i może styl wypowiedzi, ale tak piszę no i cóż… A jeszcze jak mam dużo do opisania to nie wiem co pisać najpierw i szybko żebym nie zapomniała co chcę przekazać i błędy jakieś tam się mogą tworzyć, powtórzenia etc. A ostatnio komuś się to chyba nie podobało, wiec z góry przepraszam za to… I jak by coś było nie zrozumiałe to pisać i pytać… ;)
Pozdrawiam ;*

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Uuuuuuf… -_- Ale walcz.! WALCZ, jeśli naprawdę Ci zależy!

Tak więc jak w tytule… Uuuuf… :/ O mało i było by po mnie. :(
Już chyba mogę odetchnąć. Chyba. Bo nigdy nie wiem co się może stać za chwilkę… Ale przejdę już do konkretów.
No to już prawie straciłam Mojego Skarba…  :cry:  We czwartek napisał że to KONIEC. Koniec! Rozumiecie to?! Bo ja nie! :cry: Ja po prostu sobie bym bez Niego nie poradziła. Zacznę od początku. On jest bardzo zły tutaj na tą moją miejscowość. Wręcz nienawidzi jej chyba za to że musiał stąd odejść. Na naszego proboszcza, nowego wikarego… I ja powiem szczerze że też bardzo ich nie lubię, ale chciałam żeby to było dobrze. Nie potrzebne mi są problemy jeszcze z księżmi. No ale… Mojemu Kochanemu się to nie spodobało najwyraźniej. Musieli Go pewno baaaardzo tutaj jakoś urazić że ma taki żal do nas… :/ Otóż jak wiecie było dobrze. Baaaa! Nawet baaaaardzo dobrze. Pisaliśmy często wieczorami… A no już dawno tak fajnie nie było… :) Byłam szczęśliwa jak nigdy. Mimo że go tutaj nie było :cry: to cieszyłam się bardzo że mamy taki dobry kontakt. I w poniedziałek było wszytko ok. Ale nie popisaliśmy bo nie miał na koncie kasy… We wtorek też. We środę napisał coś więcej, ale daaalej nie popisaliśmy bo pusto miał… Ale przy tym było wszytko dobrze między Nami. ;) I we czwartek napisałam i odpisał. Zapytał jak po religii. (Bo wie, że nie przepadam za naszym nowym wikarym…) No to odpisałam jak było… Że no w miarę ok. Że nie jest aż tak źle. Że nawet ze mną rozmawiał ten nowy. I takie tam… Bo myślałam, że się ucieszy że jaaakoś daję sobie tutaj radę. Choć nie ukrywam że jest bardzo ciężko… :( No i pytam co u Niego. On że baardzo dobrze, że nie płacze tu za nami. A ja no czy za mną też nie płacze i nie nudzi mu się? A on że kogo ja chce w chu. zrobić. Że nasza miejscowość to nie ten klimat, nie Ci ludzie. Że nie wszyscy ale że ogólnie cieszy się że Go tutaj już nie ma. Żebym się tutaj trzymała, bo że on nie tak jak nasz poprzedni wikary (który był przed nim), że nie tęskni za nami. I że On Swoją wartość zna… A ja no że się nie pytam czy tęskni za naszą miejscowością, że jak mu tam dobrze to oby tak dalej tylko żeby uważał aby Go tam znów ktoś nie wystawił tak jak u Nas… I czy tęskni za taką jedną osobą która za Nim bardzo tęskni. I czy My się będziemy widywali a nie czy On tam do tamtych będzie jeździł. I że czyli że On Swoją wartość zna to znaczy, że ja nie jestem tego warta? A on… Że to jest koniec, że nie będzie więcej pisał, że nie ma miłych wspomnień z Moją miejscowością, żebym więcej nie pisała i usunęła nr. No w pierwszej chwili to ja pomyślałam, że On Sobie żartuje… No byłam w totalnym szoku! Bo przecież było tak dobrze a tu taaak nagle takie halooooo. O.o I pytam co Mu się stało znowu. I pisze i w ogóle. No masakra jakaś! A On napisał jeszcze raz że To jest koniec żebym się trzymała tutaj nie miała pretensji, żalu, ale żebym więcej nie pisała bo to jest koniec. Że On nigdy więcej się nie odezwie. Że ja mogę sobie pisać, dzwonić ale że nie. Nic nie będzie.  I takie ostatnie zdanie „Zasługujecie na takiego wikarego”. Pisałam jeszcze oczywiście ale nie odpisał już. Jeszcze jak na złość mi skończyła się kasa na koncie i nie miałam już jak pisać a to już koło 22 – 23 było i nie chciałam już łazić za telefonem mamy. No i oczywiście kolejna cała noc nie przespana, przepłakana :cry: Spędzona na rozmyśleniach i czytaniu setki razy zastanawiając się o co mogło chodzić… I doszłam do wniosku takiego iż… Chyba musiało mu chodzić o to, że On ich tutaj tak nienawidzi, naszego nowego wikarego a ja się z nim w miarę dogadywałam a On jak to napisał Swoją wartość zna i nie pozwoli na to, żebym ja tam z kimś kogo tak nienawidzi, kto Go najwyraźniej bardzo skrzywdził rozmawiała itd a później z Nim gadała. Że on na to chyba nie pozwoli. A doszłam do tego chyba dzięki temu ostatniemu zdaniu:  ”Zasługujecie na takiego wikarego”. I chyba właśnie to Go tak za bolało :/ Rano wzięłam już mamy telefon i napisałam… Że chyba właśnie o to mu chodzi… Ale że przecież Jego tutaj już nie ma a to chyba nie moja wina że ja właśnie tutaj mieszkam. Że nie wiem dokładnie co tam między nimi zaszło no bo mi nie powiedział. Przepraszałam. Prosiłam żeby się odezwał. Nie odzywał się. Poszłam do szkoły. Zakupiłam już doładowanie i mogłam pisać ze swojego telefonu. Na lekcjach nie mogłam się skupić w ogóle… Pisałam cały czas do Niego. Że nie pozwolę żeby przez takiego kogoś (już nie będę się wyrażać tak jak w tych smsach, bo naprawdę byłam tak zdenerwowana że nie zwracałam uwagi na słowa… :/ ) ja Jego straciła! Że jeśli się nie odezwie to przyjadę do Niego. I pytałam Go no czy naprawdę przez Nich chce zakończyć znajomość ze mną. Czy Oni są tego warci. Czy są ważniejsi? Ważniejsi ode mnie?! Czy przez takich ciołków chce ze mną skończyć… Że ja nie będę miała z Nimi już nic wspólnego. Naprawdę…! Przepraszałam dalej, obiecywałam… Ale On nadal się nie odzywał. Cieszyło mnie bardzo to że nie wyłączył telefonu… Bo normalnie jak ma dość to tak robi. Ale tutaj na szczęście nie zrobił tego. Ale wtedy to już bym chyba nie wytrzymała… :( No ale nadal była cisza. Ja pisałam i pisałam, ale On nic. Później już zaczęłam dzwonić. Ale nie odbierał. Pisałam i dzwoniłam na przemian… W końcu odpisał żebym przestała dzwonić i że nie ma czasu. Odpisałam zaraz ale wyłączył już telefon… No to napisałam jeszcze jednego smsa i że czekam cały czas na Niego. A po jakichś 40 minutach włączył telefon. Ale już wtedy nie pisałam ani nie dzwoniłam… Musiałam troszkę przystopować, bo ooooj trochę się o pisałam. No ale nie mogłam Go stracić!! Wczoraj nie odzywałam się cały dzień. Musiałam trochę się, że tak powiem przymknąć bo no jeszcze bardziej mogłam Go zniechęcić a przecież nie tego chciałam… Dopiero wieczór napisałam. Wysłałam też z 4-5 smsów bo się nie odzywał dalej. No ale w końcu się odezwał. Co prawda tylko żebym spała bo że on idzie się kąpać i lulu ale nie wiecie nawet jaka to ulga. :) Po prostu Bogu dziękować!! Napisałam no ale czy będzie dobrze ale nie odpisał no to napisałam że Kocham, że jest najważniejszy i w ogóle, że mam nadzieję że wszystko będzie dobrze. Tak więc… Chyba o to Mu się rozchodziło, że gadałam i w ogóle wiecie. Ale jak już powiedziałam! Nigdy więcej! Nigdy nie będę z tymi debilami gadać! Oni nie są warci tego żebym ja przez nich Jego straciła. Unikam ich jak się tylko da. I też już będę się starała nie wchodzić na temat mojej miejscowości i księży z Moim Skarbem bo nie chcę się znów kłócić z Nim… Oni naprawdę moim zdaniem nie są tego warci! Ale teraz już  nadal proszę Boga żeby było dobrze wszystko między Nami… :) I jak widzicie nigdy nie wiem czego mogę się spodziewać od Mojego X-usia :/ No ale taki już jest i mimo to bardzo Go Kocham i będę walczyć! Zawsze i wszędzie! Bo bardzo dużo dla mnie znaczy. ♥ I bez Niego sobie nie poradzę. Ale jak widać On też napisał, że już nigdy więcej się nie odezwie, a jednak… Jak ja Go Kocham!! Nie mogę Go stracić! ;*
A Wy jak myślicie? Będzie dobrze…? ;)

I dziękuję Wam bardzo, że jesteście, że piszecie :) Teraz jak widać, nie bardzo miałam czas a poza tym to szkoła :( Ale w miarę możliwości będę nadrabiać i odpisywać na Wasze e-maile. :) Dzięki Wszystkim! ;*

****************************
Nie moja wina, że tak bardzo taaa potrafię Kochać!
Że jestem szczęśliwa z Kimś, kto w Waszych oczach
wygląda inaczej… 



 !!

KOCHAM.! ♥

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

To naprawdę już WRZESIEŃ…?!

Nooo nie wierzę , że już jutro do szkoły…  :cry: Nienawidzę września… Września i ogólnie jesieni… Okropna pora roku… Jeden plus. :) To pora roku w której się to zaczęło tak naprawdę… Za kilka tygodni to będzie już rok.   No a poza tym jak zacznę sobie to wszystko przypominać… Jak jeszcze tutaaj był. No NIENAWIDZĘ!! tej pory roku… No i szkoła… :( I to w dodatku do szkoły w której Jego nie ma. :cry: Jak zazdroszczę tym którzy Go teraz będą mieli. :( A ma podobno jakieś szkoły. Tak przynajmniej wczoraj mi napisał… ODDAJCIE MI GO!! ON JEST MÓJ! MÓJ! MÓJ! I TYLKO MÓJ!!!  :cry: Szkoda tylko, że nikt tego wołania nie może usłyszeć… :cry: Ehhh… :cry: Jakie to wszystko okropne… Nie chce iść do szkoły… Do szkoły w której Go nie ma! Nie ma i już nigdy nie będzie! Ja sobie tego nie wyobrażam… Wiem już od ponad 3 miesięcy o Jego odejściu ale nadal w to nie wierze. :cry: Staram się o tym nie myśleć… Ale tak ciężko teraz. :cry: Dzisiaj ta Msza… Taka beznadzieja. :( Beeee :cry: Nienawidzę tej Czarnej Mafii  :evil: A zwłaszcza Naszego proboszcza od siedmiu boleści… Przez Niego Mojego uKochanego już tutaj nie ma… :( Ten Nasz nowy wikary też podobno jakiś przymuł… Przynajmniej tak Mój Kochany mi pisał… Że w ogóle taki nie kumaty :D Wczoraj to nawet nie bardzo się dało z Nim popisać bo taki był wkurzony po wizycie na tej plebani… Nie wiem jaki ten nowy, poznam dopiero w szkole, ale jak Moje Słonko takie zdenerwowane było i tak na niego pisało to musi być naprawdę kiepsko… I też właśnie nie bardzo popisaliśmy wczoraj bo tak się nerwował… :P Móóój Kotuś  No w ciągu dnia to jeszcze jakoś uuujdzie… A wieczór. To dopiero jest masakra… Jak zacznę sobie to wszystko układać, analizować… Ile było sytuacji w których mogłam postąpić inaczej, i gdybym inaczej jakoś zadziałała może było by lepiej? No już mi sił czasem brakuje… :cry: Ile bym oddała żeby tutaj był… :cry: Wiem że teraz już nic nie możemy zrobić, ale no nie mogę się z tym pogodzić.! :cry: Beznadzieja… :cry: Teraz tylko się modlę i Boga proszę żeby jakoś w miarę wyglądał ten Nasz kontakt… Żeby to się nie skończyło. Ja sobie nie poradzę bez NIEGO! A teraz 3 gimnazujm. Egzaminy. Wybór szkoły. To całe bierzmowanie. No muszę się wziąć. Ale wiem, że jeśli z Nim pójdzie coś nie tak to sobie nie poradzę… On jest dla mnie wszystkim! Aaaaj… Bo się znowu popłacze… :cry: Wiem jedno. MUSZĘ ZROBIĆ WSZYSTKO ŻEBY GO NIE STRACIĆ… ♥
W sumie… Zastanawiam się… Czy nie powinnam troszkę odpuścić. No bo na początku było tak, że on do mnie tak ładnie pisał… Miło bardzo    Słodko tak :) Sam się odzywał. Pytał co u mnie i w ogóle. Było cudownie :) Starał się chyba bardzo. A teraz… Teraz tak nie jest. Teraz odezwie się raz za czas… Chociaż ostatnio i tak się baaaaaardzo poprawiło i częściej piszemy. :) Ale i tak nie pisze do mnie jak dawniej. A za to teraz ja cały czas mu słodze… Pisze rano miłego dnia i że Go Kocham. Wieczór dobranoc… I cały czas Skarbuś, Kotuś i w ogóle, w ogóle… Wiecie jak to jest :) Jestem na Jego każde zawołanie. I tak się zastanawiam, że on chyba wie że mnie ma, nie zależnie od tego co zrobi i może przez to tak jest? Przez to przestał tak mi często ładnie pisać? Przestał się starać? Hmmm… Przecież czasem to ja się Jego nie mogę doprosić o jednego głupiego sms-a… Były takie momenty, że się nie odzywał przez miesiąc a później było ok. (W czym ja do Niego cały czas wypisywałam i mu słodziłam :D ) Albo np nie odzywał się kilka tygodni a później ot tak napisał żebym o Nim myślała…  Co o tym sądzicie? Może ja powinnam troszkę przystopować? Podam też taki przykład nad którym się zastanawiałam. Był w lipcu na urlopie. Cały miesiąc Go nie było tutaj u Nas. A przed wakacjami powiedział mi że mam do Niego nie pisać bo jak będzie za granicą to Jemu będzie z konta ciągło. No to ok. Wiadomo. Starałam się nie pisać. Tak po pierwszym tygodniu coś mu tam napisałam, później drugi tydzień to w ciągu tygodnia się nie odzywałam w weekend coś napisałam też. Ale nie dużo. I w kolejnym tygodniu On sam się odezwał… :) No jakież było moje zaskoczenie :D I to napisał że jest za granicą więc Jemu będzie też ciągło. Tak się wtedy zdziwiłam :o No ale widzicie. Może faktycznie przestałam się tak odzywać i coś Go ruszyło (może zatęsknił :D ) i się odezwał? Co myślicie? Bo ja już mam totalny mętlik… Jakie to wszystko dziwne…
Napiszcie co myślicie… Ja Go Kocham. I jak wiadomo w każdej sytuacji znajduje dla Niego jakieś usprawiedliwienie. Wy widzicie to inaczej. Czasem taka rada osób nie wtajemniczonych w to jest też dobra… :) Bo ja nie dopuszczam tych gorszych myśli do siebie :P

Aleeee pogoda :( Deszcz… Uroki września…  :roll:

Pozdrowionka ;*

Opublikowano Bez kategorii | 19 komentarzy

Heehe :)

On chyba czyta w moich myślach… :) Właśnie się odezwał :-P No i od razu się humorek poprawił… :lol:  Ale ciekawa jestem co mi powie dlaczego się nie spotkaliśmy…  :-? Hmmm…

Kooocham… 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jak zwykle… :’(

FUCK.!
Tyle mogę napisać… A to nie jest w stanie wyrazić tego co czuje :( No bo znów to samo… Nie spotkaliśmy się oczywiście!! Debiiil-ek… -.- Najbardziej nie mogę zrozumieć po jaką cholerę pisał że może się spotkamy skoro i tak jak zwykle nic nie wyszło? Pisał i dał nadzieje?  :evil: Nienawidzę tego!! Niby napisał że będzie ale nie ma za dużo czasu… To że on nie ma dla mnie czasu to już się przyzwyczaiłam. Ale to po co tak pisał? Nie wiem… Żeby mnie zdenerwować?! Nie rozumiem Jego.  :cry: No może faktycznie coś mu wypadło, no ale kurde… :( Chyba że znów mecz był ważniejszy! Bo już nie raz tak było że mi mówił że nie ma czasu a okazywało się że meczyk sobie oglądał… A dzisiaj jakieś tam były i są. No teraz może ta nowa parafia czy coś no może… Nie wiem :( Ale już nie mam czasem sił do Niego… Ale nadal… Taaaak Go Kocham  I nie potrafię się na Niego gniewać. Jak np ostatnio. Nie odzywał się przez 2 tygodnie. W czym obiecał że napisze co ze spotkaniem. Koło Kościoła gdy Go złapałam to mówił że się spotkamy. I znów Sobie w kulki poleciał… We czwartek ot tak po setkach moich sms-ów, połączeniach… W tym wyłączał telefon odezwał się i ja jestem cała Jego. Choć powinnam być wściekła. Jestem. Ale… No nie potrafię jakoś inaczej…
Zobaczymy jak będzie dalej. Dzisiaj się na razie nie  odezwał, więc może faktycznie bardzo zajęty?

P.S Dziękuję Wam bardzo Kochane za odzew ;* Ja na pewno się do Was odezwę tylko jak znajdę więcej czasu :) I będzie troszkę mi lepiej…
Ale jesteście naprawdę Kochane

Dobranoc wszystkim ;* 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Będzie wszystko ok??

A więc tak… Nie ma Go tutaj już…  :cry: FUCK.!!
A najbardziej zabolało mnie to, że odjechał tak po prostu… Najpierw nie odzywał się, nie pisał przez cały tydzień(!) a mieliśmy się spotkać, obiecał mi to!! :cry: Miało być tak miło… Nocka u Niego. I co? I gówno oczywiście z tego wyszło :( Już często mi takie numery robił, gadał że się spotkamy a i tak nic nie było, no ale tego to ja się nie spodziewałam… W niedziele popołudniu pojechałam tam z nadzieją, że jeszcze będzie. Ale nic… Nie spotkałam go, nie było Go tam już! Wszystko się zawaliło :( Myślałam że to już koniec… Nie odbierał… Nie pisał… Nie odzywał się…  :roll: No tragedia… Telefon nawet wyłączał. Myślałam że już Go na zawsze straciłam :( Ale… Wczoraj…  :lol: Stało się coś nieprawdopodobnego!! Odezwał się! :) :) Cieszyłam się jak malutka dziewczynka lalką.  :-P No ale cóż… Takie to już jest. :/ To było pierwsze zaskoczenie. Kolejne… Napisał żebym pomyślała o jutrze bo przyjedzie na moją parafię, więc może się spotkamy!! Juuuuupi!! Ależ się cieszę  :-D Oby tylko nie za wcześnie, bo już tyle razy się zawiodłam… Tak obiecywał że się spotkamy no i kicha :/ Już przed wakacjami mieliśmy się spotkać… Dłuuugo przed. Ale nie wyszło. Powiedział że w sierpniu… Pojechał. :( Więc nie wiem czy teraz się uda… Ale teraz sam to zaproponował, więc może się uda. :-D Wczoraj już się nie zdążyliśmy dogadać może dzisiaj się odezwie i coś się uda ustalić. Jeśli tak to na pewno napiszę. :) Oooobym w końcu mogła się przytuuuuulić  ♥ Taaak tęęęsknie…

Dalej będę wszytko w miarę uzupełniać jak to było dokładnie, jak się zaczęło… A dzisiaj tylko tyle bo moje zdrówko znów coś szwankuje :(
Pozdrawiam :* 

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Eeeeeh to życie… :(

Witam wszystkich gorąco. :)

To mój blog. Jak się pewnie domyślacie dotyczy on moich relacji z Księdzem… Jest on w 100% prawdziwy. Prawdziwy tzn. wydarzenia, sytuacje, fakty są prawdziwe, które „stety albo niestety” przechodzę na własnej skórze… Postaram się w miarę możliwości uzupełniać to i pisać jak to się wszystko zaczęło i jak się układa….

Teraz, niestety po czterech latach pobytu na mojej parafii zabierają mi go :( Dzisiaj właśnie było pożegnanie itd… Nawet nie poszłam na nie… Byłam rano na Mszy i tam już mi się płakać chciało a co dopiero później :’( Z resztą ostatnio płacz jest u mnie codziennością, więęęc… :(

Piszę to bo chciałabym dostać od Was jakiegoś duchowego wsparcia… Jest mi naprawdę ciężko teraz. :( On o moim uczuciu wie i chce utrzymywać kontakt, ale ja się bardzo boję jak to będzie teraz wyglądało… A po Nim wszystkiego się można spodziewać…
Proooszę Was nie karćcie mnie za to co robię, tylko pomóżcie i wesprzyjcie.

Później napiszę troszkę więcej co i jak… :)
Pozdrawiam wszystkich ;*

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj